Marta Polichnowska , Agata Konwent i Jan Jankowski
są najlepsi w Toruniu w debatach oksfordzkich
Kuba Hryniewicki z klasy II B
Jakub Hryniewicki z klasy II B zakwalifikował się na półroczne szkolenia dla młodzieżowych działaczy społecznych w ramach programu "Młodzi w Demokracji". Szkolenia odbywają się w Sejmie RP.
Patronat
nad warsztatami do których zakwalifikowało się 70 licealistów z całej
Polski sprawują: Marszałek Sejmu RP, Minister Pracy i Polityki
Społecznej, Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Minister Edukacji
Narodow
Sonia Radzewicz z klasy II D
otrzymała Stypendium Prezesa Rady Ministrów na rok szkolny 2011/12.
Rozmowa z Alicją Bundą z klasy III B ,
autorką książki „Od początku” (wyd. Radwan)
Jakie to jest uczucie - napisać i wydać własną książkę?
Niesamowite. Najbardziej niesamowite w samym pisaniu jest to, że się tworzy własny świat. Można się wówczas czuć jak pan i władca, powołuje się do życia różnych bohaterów. Można kreować taką wizję świata, takie postacie – jakie chciałoby się spotkać.
A skąd w ogóle taki pomysł, to pomału dojrzewało w Tobie czy …?
Zaczęłam pisać w szóstej klasie, na początku były to takie proste opowiadanka - niektóre jak teraz czytam, to śmieszy mnie mój dziecięcy styl, ale ja zawsze lubiłam sobie wymyślać postacie, z którymi chciałabym się zaprzyjaźnić i potem wokół nich zaczynam tworzyć świat. Mam zawsze kilka różnych pomysłów, próbuję różnych gatunków, to się w tekście rozrasta i wówczas wybieram to, co najbardziej pasuje. Ta książka to jest mój pierwszy pomysł doprowadzony do samego końca. Pierwszy, bo najkrótszy.
A jak długo się pracuje nad taką książką?
Około roku, ale to był krótki tekst.
Jak zareagowali znajomi?Pierwszym czytelnikiem była mama.
Rękopisu?
Nie, dopiero gotowej książki. Generalnie to większość osób była zdziwiona, wszyscy mieli takie uśmieszki – „ jasne, jasne wiadomo, że to takie dziecięce marzenia” - a tu jest książka. Koledzy, koleżanki – niektórzy - pozamawiali, bo na razie książka jest dostępna jedynie w sprzedaży wysyłkowej i czekają na przesyłkę. Czytała przyjaciółka. Podobała się jej.
W bibliotece szkolnej też się znajdzie jakiś egzemplarz?
(Uśmiech) Mogę dać - z egzemplarzy autorskich, jeżeli będzie zainteresowanie.A o czym jest ta historia?
To opowieść o młodej dziewczynie, która nie może się odnaleźć w świecie. Ma problemy w pracy, chce uciec od tego wszystkiego, przyjeżdża do domu, ale nie jest to takie łatwe, jak się wydaje. Chciałam przez jej historię pokazać, że nie ma problemu, którego człowiek nie byłby w stanie rozwiązać. Nawet jeżeli stało się coś nieodwracalnego i nie można tego naprawić, to trzeba wstać i pójść dalej.
Jakieś autentyczne wydarzenia były inspiracją?
Nie, czysta fikcja.Dlaczego taki tytuł - Od początku?
Żeby pokazać, że wszystko można zacząć od początku, wejść w nowy etap życia, zamknąć stare rozdziały a otworzyć nowe – jak w przypadku tej dziewczyny.
Czy byś poleciła wydawanie swoich opowieści osobom, które do tej pory piszą głównie „do szuflady”, czy to jest trudna sprawa - wydać książkę?
Nie. Na końcu w sprawach formalno-prawnych pomagali mi rodzice, ale tekst wysłałam sama. Może to zrobić każdy, ale wiąże się z tym obawa – bo jak odeślą odpowiedź to z reguły w połączeniu z recenzją - dobrą bądź złą. I jeżeli się pisze coś własnego, osobistego, to pojawia się strach, że się dostanie informację, że to jest do niczego… To może zaboleć.
Ale udało się … Co dalej, pracujesz nad czymś?
Tak, nad czymś znacznie, znacznie dłuższym, ale na razie chciałabym zachować to w tajemnicy.
Ok, dziękuję.
Rozmawiał: Ireneusz
Bielicki
Nie jestem piłkarzykiem…
Rozmowa z Miłoszem
Kraińskim, utalentowanym footballistą stołowym, uczniem klasy III B naszej
szkoły.
Osiągnięcia Miłosza:
Pierwsze miejsce na mistrzostwach świata w Austrii w konkurencji pary semi-pro.(2011);
! udział w Mistrzostwach Polski Garlando w Łodzi ( 2010r. );
! udział w Mistrzostwach Europy Fireball w Manchesterze ( 2010r. );
! III miejsce w Turnieju Mistrzów w Nantes rangi Mistrzostw Świata w parach juniorskich ( 2011r. );
! III miejsce National Juniorski w Nantes rangi Mistrzostw Świata ( 2011r. );
Kiedy zacząłeś uprawiać football stołowy?
Jakieś trzy lata temu.
Rodzina wspiera Cię w tym wyborze czy raczej odradza taki rodzaj sportu?
Tak, rodzice mnie wspierają od czasu, kiedy pojechaliśmy na Mistrzostwa Świata do Pragi i zobaczyli, jak profesjonalnie wygląda to na świecie. Zobaczyli tę różnicę, bo ludzie zazwyczaj kojarzą football stołowy z grą barową, gdzie idzie się ze znajomymi na piwo i przy okazji gra się w „piłkarzyki”. Tam, na mistrzostwach świata wyglądało to na tyle profesjonalnie, że nikomu nie przyszłoby do głowy traktować gry w „piłkarzyki” jak zabawy. To jest po prostu sport.
Co Ci daje ten sport i jakie umiejętności rozwija?
Na pewno umiejętności manualne, bo najbardziej przy tym pracują nadgarstki, ale przede wszystkim daje mi satysfakcję i zabawę.
Jakie są Twoje plany związane z tą dyscypliną sportu na najbliższy czas?
Cały czas trenować, rozwijać się, pozostawać w kadrze Polski, brać udział w zagranicznych turniejach i mistrzostwach świata, mistrzostwach innych państw, ale też chciałbym występować w Polsce.
Co jeszcze chciałbyś zdziałać jako sportowiec?
Tylko i wyłącznie chciałbym osiągać wyższe tytuły.
Kto jest Twoim sportowym idolem, kogo starasz się naśladować i dlaczego?
Trudne pytanie. W sumie to nie mam żadnych idoli sportowych, którzy mogliby się łączyć z footballem stołowym. Najlepszym zawodnikiem na świecie jest Frederico Collignon z Belgii i to on może być jedynym autorytetem, jeśli chodzi o tę dziedzinę sportu.
Czy interesujesz się innymi dyscyplinami sportu poza Twoją? Jeśli tak, to jakimi?
Interesuję się żużlem, formułą i trochę, jak każdy, piłką nożną.
Czy zachęcasz innych do uprawiania footballu stołowego?
Chciałbym, żeby ludzie nie kojarzyli gry w „piłkarzyki” z grą barową, ale traktowali ją jak profesjonalny sport.
Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę Ci sukcesów o których marzysz.
Rozmawiała Emilia Jaśniewska
SAMORZĄDOWEGO KONKURSU NASTOLATKÓW
"8 WSPANIAŁYCH"
2010/2011
W dzisiejszych czasach, w których ludzie są tak zabiegani, że zapominają o tym, iż są ludźmi z wszystkimi konsekwencjami tego stwierdzenia, pocieszającym jest fakt, że wśród uczniów naszej szkoły znaleźli się tacy, którzy mają odwagę stawiać sobie wymagania i przez podjęte działania starają się je realizować bez reklamy i rozgłosu, często pozostając w cieniu hałaśliwej szarzyzny reszty.
Zgłaszając uczniów mojej klasy jako kandydatów do konkursu nastolatków "Ośmiu wspaniałych” chciałem zwrócić uwagę społeczeństwa na Ich postawę, na to, czym w swoich działaniach kierują się Ci młodzi ludzie. Chcę też zapewnić, że takie pozytywne jednostki i związane z Nimi ich wartości na szczęście jeszcze nie zaginęły w naszym świecie.
wychowawca klasy mgr Dariusz Mularczyk
AGNIESZKA DEJEWSKA

Laureatka XVI toruńskiej edycji Samorządowego Konkursu Nastolatków "8 Wspaniałych"
Moja przygoda jako wolontariuszki zaczęła się, kiedy miałam 9 lat. Wtedy właśnie wzięłam udział w mojej pierwszej zbiórce żywności w fundacji „Bank Żywności”. Do dziś pamiętam, ile ta zbiórka zmieniła w moim życiu i jak bardzo się cieszyłam, że mogłam pomóc ludziom.
Następnie w 2003 r. zapisałam się do Szkolnego Koła Caritas i tam uroczyście odebrałam legitymację, którą mam do dzisiaj. Po ukończeniu szkoły podstawowej postanowiłam dalej pomagać ludziom, ale na większą skalę. Dalej uczęszczałam na zbiórki żywności i brałam w nich czynny udział, ale wciąż chciałam pomagać większej liczbie ludzi. Zapisałam się na Michayland – festyn dla dzieci z okazji Dnia Dziecka, na którym byłam odpowiedzialna za wykonanie gipsowych masek. Corocznie biorę udział w tym festynie i każdego roku dodaję sobie kolejne zadania. Również aktywnie zaczęłam pomagać w Kościele podczas przygotowywania licznych uroczystości.
Lecz dopiero w liceum, kiedy już tak naprawdę dojrzałam do tego, czym jest pomoc innym, zaczęłam pomagać całą sobą. Nadal aktywnie pomagam w ”Banku Żywności”, ale już nie tylko w zbiórkach, lecz w magazynie i w fundacji. Pomagam wolontariuszom, gdy mają jakiekolwiek problemy czy wątpliwości. Staram się jako przewodnicząca dać im dobry przykład, ale także służyć im pomocą, np. w realizowaniu własnych pomysłów. Współpracowałam z fundacją „Danone”. Zaczęłam pomagać w głównym sztabie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i zbierałam fundusze na pomoc chorym dzieciom.
Kolejną fundacją, z którą mam przyjemność współpracować jest „Szlachetna Paczka” Stowarzyszenia "Wiosna". Podczas tej akcji wiele się nauczyłam, jak również wiele zobaczyłam i wiele rzeczy doceniłam. Chodziłam na spotkania z rodzinami mającymi różne problemy. Właśnie tam poznałam rodzinę, z którą utrzymuję nadal ciągły kontakt. Mogą mi powiedzieć o każdej potrzebie, a ja organizuję wśród rodziny, znajomych fundacji zbiórkę i zaspokajam ich najważniejsze potrzeby. Radość, wzruszenie tych ludzi jest dla mnie jedyną nagrodą i dalszą motywacją, by im jak najbardziej pomóc. Wystarczyła mała laurka ze zdjęciami, którą otrzymałam w podziękowaniu za prezenty od dzieci, aby wynagrodzić mi nieprzespane noce i wiele godzin spędzonych w fundacji.
Chętnie udzielam wywiadów w telewizji czy radiu, bo wiem, że należy zachęcać ludzi, aby pomagali innym i informować ich, jak mogą to zrobić. Staram się „zarażać” ich moją pasją, bo wiem, ile może to sprawić radości im samym, ale także ludziom, którym niosą pomoc.
Jak widać, mogłam pomagać na wiele sposobów i nadal chętnie to robię, ale nie tylko poprzez fundację, stowarzyszenia czy też organizacje, ale także ważna jest pomoc na co dzień, w domu, w szkole - koleżankom, kolegom, rodzinie, przyjaciołom, itd. W swoim krótkim życiu mogłam się spotkać i pomóc ludziom z przejściami, alkoholikom, ludziom, którzy stracili bliskie osoby, itp. Im nie tyle była potrzebna pomoc materialna, ile po prostu rozmowa. Potrzebna im była tylko osoba, która ich wysłucha, która doradzi, podpowie.
Trudno wyrazić, co tak naprawdę daje mi pomoc innym. To trzeba po prostu przeżyć, samemu to poczuć, tę radość, gdy ujrzy się łzy wzruszenia innych. Tego nie da się opisać słowami, nie da się określić tego w żaden sposób. Zebrałam wiele certyfikatów, dyplomów, podziękowań, ale to nie jest najważniejsze -najważniejszą natomiast nagrodą jest uśmiech tych, którym pomagam.
Agnieszka DejewskaMATEUSZ BANACH

Wyróżniony w XVI toruńskiej edycji Samorządowego Konkursu Nastolatków "8 Wspaniałych"
Muszę powiedzieć, iż jest mi trudno pisać o sobie. Jestem człowiekiem dość nieśmiałym, nie lubię się przechwalać, na pokaz opowiadać o swoich dokonaniach. Chętnie jednak opowiem o mojej motywacji do działania jako Strażak i Ratownik.
Od kiedy pamiętam, chciałem być Strażakiem - jak widać, pod tym względem, się nie zmieniłem. Planuję ukończyć studia na kierunku Ratownictwo Medyczne, po czym posiadając już uprawnienia Ratownika Medycznego skończyć Szkołę Aspirantów Państwowej Straży w Poznaniu i służyć w szeregach PSP – jak mówią słowa przysięgi - „będąc mężnym i ofiarnym w ratowaniu życia ludzkiego i mienia, nawet z narażeniem życia” Bogu na chwałę, ku chwale Ojczyzny.
Chyba każdy mały chłopiec chce być Strażakiem. Jako dziecko na pewno nie byłem w pełni świadomy odpowiedzialności i zagrożeń, jakie wiążą się z tą trudną pracą. Pamiętam jednak bardzo dobrze dzień, w którym byłem już pewien i powiedziałem sobie: „Chcę być Strażakiem”. Miałem wtedy 9 lat. Był to pamiętny 11 września 2001 roku. Pamiętam, jak stałem przed telewizorem i z przerażeniem oglądałem te tragiczne wydarzenia. W tym dniu zginęło 343 Strażaków. Nie zważając na wszelkie przeciwności, nieśli pomoc ludziom uwięzionym w bliźniaczych wieżach i zapłacili za to najwyższą cenę. Chociaż wydarzania te nie miały miejsca w Polsce, bardzo je przeżyłem. Pomyślałem sobie, że chcę być jednym z tych ludzi, którzy niosą pomoc innym, którzy dają coś z siebie, którzy są dobrzy i którzy w imię miłości bliźniego są gotowi nawet oddać życie. Dziś myślę tak samo. Dodałbym tylko jeszcze to, że w świecie, który staje się coraz bardziej zły, brutalny, który ogarnia nienawiść, ratowanie ludzkiego życia jest odskocznią od tej właśnie brutalnej rzeczywistości. Jest czymś dobrym. Czymś, dzięki czemu nie staję się pozbawionym wrażliwości na ludzkie cierpienie i krzywdę człowiekiem. Ratownictwo to coś, dzięki czemu nie gubię się w dzisiejszym świecie, nie zatracam samego siebie. Coś, dzięki czemu chociaż w momencie działania mogę zmieniać świat na lepsze, pomagając innym. To właśnie daje mi działalność w Harcerskim Klubie Ratowniczym – jednostce, w której Ratownikiem jestem od 2006 roku i której wiele zawdzięczam. Bycie Ratownikiem nie ma określonych ram, to znaczy nie jestem nim tylko wtedy, kiedy siedzę w jednostce, jestem na ćwiczeniach, manewrach, zawodach, kiedy zabezpieczam wraz z kolegami jakąś imprezę od strony medycznej. Ratownikiem jest się 24 godziny na dobę, codziennie, bo to właśnie codzienność sprawia, że Ratownicy, Strażacy są potrzebni. Miałem wiele okazji, by się o tym przekonać.
Potrzeba wiele siły – nie tylko fizycznej, ale przede wszystkim tej psychicznej,by działać w tym fachu. Ogromna empatia, wrażliwość, odporność na stres, opanowanie, zawziętość, odwaga, ale i rozsądek to tylko niektóre cechy, które Ratownik musi w sobie wypracować. Czasem kosztuje to wiele trudu, ale satysfakcja z tego, że uratowało się komuś życie, że można było dać coś z siebie i pomóc komuś jest tak ogromna, że nic innego się nie liczy. Nie liczą się ordery, dyplomy uznania, uściski rąk ważnych osób – owszem, jest to miły gest i zapewne miło jest go doświadczyć, ale nie dla tych rzeczy się to robi. Czasem zwykłe, szczere, wypowiedziane przez łzy „dziękuję” znaczy o wiele, wiele więcej, niż wszystkie medale i dyplomy razem wzięte. Miałem okazję się o tym przekonać, chociażby na akcji powodziowej, kiedy to skończywszy układać jedną z warstw worków z piaskiem tworzących prowizoryczny wał przeciwpowodziowy, zostałem zaczepiony przez małą sześcio –, może siedmioletnią dziewczynkę. Chowała coś za plecami i nieśmiało wykrztusiła: „Proszę Pana!”. Ukucnąłem przy niej, pytając co się stało. Dziecko nieśmiało wyciągnęło ręce zza pleców i kierując w moją stronę mały, biały kwiatek nieśmiało bąknęło: „Nie… Ja chciałam tylko Panu podziękować, że Pan ratuje mój domek…” Przyznam szczerze, co nie jest łatwe, że zrobiło mi się wilgotno pod oczyma i robi się do dziś, kiedy sobie to przypominam. Ale takie właśnie chwile dają siłę do działania w przyszłości. Dla takich chwil się żyje, dla takich chwil jest się Ratownikiem, niesie się pomoc innym. By usłyszeć takie właśnie szczere, proste, wypowiedziane przez łzy „dziękuję”.
Mateusz Banach

